CZYTELNIA - FRANCISZKAŃSKI EREM - LA VERNA - ROMITORIUM FRANCISZKAŃSKIE W JAWORZYNCE

Przejdź do treści

Menu główne:

CZYTELNIA - FRANCISZKAŃSKI EREM - LA VERNA

Czytelnia

W życiu każdego kochającego człowieka wybija godzina próby, bowiem nie ma miłości która by nie musiała przejść przez ogień doświadczeń i oczyszczeń. Patrząc na życie św. Franciszka z Asyżu można powiedzieć że jak mało który z ludzi poprzez miłość upodobnił się do Chrystusa, ale idąc konsekwentnie trzeba stwierdzić że życie tegoż świętego od początku było naznaczone próbami. Przypomnijmy sobie tylko zdarzenie przed pałacem biskupa w Asyżu, gdzie św. Franciszek posłuszny wewnętrznemu rozbierając się ze wszystkiego co nosił, pozbawił się jakichkolwiek materialnych środków do życia. Od tego momentu żył tylko z Bożej Opatrzności. Jego życie było praktycznie we wszystkim nowe. Nie miał żadnych innych drogowskazów jak tylko Ewangelię, głos Kościoła oraz modlitwę najbliższych mu osób. Kiedy pod koniec swego życia, On który zaczynał z niczym oglądał pięciotysięczną rzeszę braci, kilkadziesiąt klasztorów Klarysek, liczne rzesze tercjarzy, przeszedł swój największy kryzys duchowy. Zdawało mu się widząc różne trudności w swoim Zakonie, że pomylił drogę, że Bóg chciał od Niego czegoś innego niż dokonał. Głos Chrystusa z San Damiano: Idź odbuduj mój Kościół, już nie brzmiał w jego sercu tak mocno i wyraźnie. W tej chwili próby św. Franciszek miał tylko jedno pragnienie by móc na nowo usłyszeć głos Boga, by Bóg potwierdził jego drogę i dzieło. Właśnie z takim pragnieniem św. Franciszek po raz ostatni udał się z br. Leonem, jak to czynił każdego roku, na górę La Vernę w Toskanii. Góra ta dla Biedaczyny była miejscem samotności i kontemplacji, modlitwy i pokuty, lecz w ten ostatni raz była przede wszystkim wołaniem o odpowiedź, o potwierdzenie tego wielkiego dzieła jakim były trzy Zakony. Czy św. Franciszek, błagając Boga o odpowiedź mógł przewidzieć sposób w jaki Bóg mu jej udzieli? Może spodziewał się usłyszeć Boży głos jak w San Damiano. Tymczasem Bóg udzielił mu odpowiedzi w sposób zupełnie przekraczający jego wyobraźnię: jako pierwszemu człowiekowi - udzielił mu stygmaty - czyli znaki Jezusowej męki. Stygmaty były więc odpowiedzią Boga, pieczęcią potwierdzającą życie i dzieło św. Franciszka z Asyżu. Skała na której św. Franciszek otrzymał Stygmaty była zawsze jedną z największych relikwii jakie posiadali bracia. Na tej skale wybudowano kaplicę, do której dołączono małe romitorium - pustelnię, którego celem było strzeżenie tego miejsca - pieczęci. Jest bardzo znamienne że na tę górę odpowiedzi, przybywali wszyscy wielcy święci Zakonu franciszkańskiego. Tutaj na swoją śmierć przygotowywał się św. Antoni Padewski. Tu w cieniu skały stygmatów, św. Bonawentura jako generał franciszkanów napisał swoje największe dzieło mistyczne Itenerarium mentis, i tu na modlitwie i samotności opracował program odnowy Zakonu. Jest zwyczajem że każdy nowo obrany generał franciszkanów, przybywa właśnie tu, aby w cieniu skały stygmatów, na modlitwie przygotować, program swojej posługi. Jest to bardzo znamienny znak, iż nie szukają oni pierwszej pomocy u socjologów, albo licząc środki materialne będące do dyspozycji, ale rozpoczynają swą posługę właśnie od modlitwy. Góra La Verna była zawsze miejscem modlitwy: można tu znaleźć akcent z pewnością drogi sercu każdego Polaka. Otóż właśnie tu na La Vernii bp. Karol Wojtyła odprawiał swe rekolekcje przed srebrnym jubileuszem kapłaństwa. Także już jako biskup Rzymu przybył na La Vernę 17 IX 1993 r. by świętować 767 rocznicę stygmatyzacji św. Franciszka. Dziś La Verna jest dalej przede wszystkim miejscem modlitwy. Nie sposób zliczyć ilości rekolekcji, pielgrzymek, ludzi którzy tak jak św. Franciszek przychodzą tu aby słuchać Boga.
Także na la Vernii istnieje obok konwentu, istnieje malutka wspólnota braci zachowująca Regułę dla pustelni św. Franciszka. Jej pierwszym zadaniem jest strzeżenie na nieustannej modlitwie skały stygmatów. Kiedy w 1991 r. romitorium odwiedził ówczesny generał franciszkanów O. Herman Schalück, dał on wtedy bardzo prostą definicję pustelni, mówiąc iż są to nieustannie wzniesione na modlitwie ramiona do Boga, które tak jak niegdyś ramiona Mojżesza zapewniły zwycięstwo Izraelitom, tak one dziś są naszymi szczególnymi przedstawicielami przed Bogiem. Pustelnia franciszkańska - słowa te tchną po prostu niezwykłością i tajemniczością. Jednak gdy się jest już w środku, to można się aż zadziwić prostotą sposobu życia braci. Każdy dzień to jakby mozaika ułożona z modlitwy, pracy, odpoczynku, która złożona razem jest nieustannym uwielbieniem Boga Najwyższego. Długie godziny adoracji Najświętszego Sakramentu ( także każdej nocy ), modlitwa liturgiczna, Eucharystia, stanowią czas szczególnego spotkania z Bogiem i z całym Kościołem. Bowiem franciszkańska pustelnia nie znajduje się gdzieś na peryferiach życia Kościoła, ale znajduje się w Jego Sercu. Rzecz przedziwna że dla św. Franciszka pustelnia nie znaczyła jakiegoś zamknięcia się czy ograniczenia, ale wprost przeciwnie właśnie tu czuł się szczególnie wolny, tu wyzwalały się w nim największe skarby i dary, które nosił w swoim wnętrzu.
Kończąc wizytę w trzech włoskich franciszkańskich pustelniach: Carceri, Sacro Speco, La Verna; można stwierdzić że w jakiś sposób narusza ona stereotypowy obraz św. Franciszka i jego braci. Nasuwa się także pytanie: czy na naszej polskiej ziemi, obok ogromnych sanktuariów franciszkańskich takich jak Niepokalanów, Kalwaria Zebrzydowska, czy Panewniki, czy też dziesiątek parafii obsługiwanych przez franciszkanów, nie powinny powstać małe wspólnoty braci oddających się przede wszystkim modlitwie, otwarte na każdego kto chciałby dzielić ich prosty styl życia?

Syrach B. Janicki OFM



Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego